Paweł Duszyński, prezes GKS-u 62 Jastrzębie: Odbudowa klubu to proces [WYWIAD]


Rozmowa o teraźniejszości i przyszłości GKS-u 62 Jastrzębie z prezesem klubu Pawłem Duszyńskim

27 lipca 2026 Paweł Duszyński, prezes GKS-u 62 Jastrzębie: Odbudowa klubu to proces [WYWIAD]
Arkadiusz Kogut, gksjastrzebie.com

– Musimy awansować – mówi Paweł Duszyński, prezes GKS-u 62 Jastrzębie, który w rozmowie z iGol.pl opowiada o odbudowie klubu po upadku. Rozmawiamy o planach na kolejne lata, współpracy z kibicami, finansach oraz wizji powrotu na szczebel centralny.


Udostępnij na Udostępnij na

Ostatnie lata były dla GKS-u 62 Jastrzębie okresem dużych wyzwań. Dziś klub konsekwentnie pracuje nad odbudową swojej pozycji i stworzeniem solidnych fundamentów na przyszłość. W rozmowie z prezesem poruszamy najważniejsze tematy związane z funkcjonowaniem GKS-u – od zmian organizacyjnych po cele sportowe i plany rozwoju na kolejne lata.

Michał Rejmoniak (iGol.pl): Na początku roku wielu kibiców miało chwile zwątpienia w dalsze funkcjonowanie klubu. Czy Pan również miał takie momenty, czy od początku wierzył, że uda się odbudować piłkę w Jastrzębiu?

Paweł Duszyński (prezes GKS-u 62 Jastrzębie): To dość osobiste pytanie, bo sam bardzo przeżywałem wydarzenia z marca. Przeżywałem to wszystko, ale raczej z boku. Nie byłem wtedy zaangażowany w działalność klubu, jedynie obserwowałem sytuację. Szczerze mówiąc, początkowo nie chciałem się angażować, bo wcześniej pracowałem już w klubie i byłem w zarządzie, gdy GKS występował w 1. lidze. Wiedziałem, z czym wiąże się taka funkcja i jak wielkiego poświęcenia życia prywatnego wymaga.

Z czasem jednak okazało się, że trzeba podjąć decyzję. W końcu zdecydowałem się zaangażować, choć chciałbym mocno podkreślić, że nie jest to wyłącznie moja zasługa. Ja jedynie koordynuję cały projekt. Za wszystkim stoi bardzo duża grupa ludzi, znacznie większa niż wcześniej pracowała w klubie. Mamy sztab sportowy odpowiedzialny za drużynę, osoby zajmujące się mediami społecznościowymi, marketingiem, sponsorami, a także radcę prawnego, który przygotował całą dokumentację licencyjną. Moją rolą jest przede wszystkim połączenie pracy tych wszystkich osób w jedną całość. Dzięki temu wszystko funkcjonuje zdecydowanie sprawniej.

Jaką rolę w procesie odbudowy odegrali kibice i lokalna społeczność?

Sytuacja była naprawdę trudna. Jeśli śledzi Pan nasze wyniki, to wie, że przez ostatnie trzy, cztery lata przegrywaliśmy większość spotkań. Jeździliśmy na dalekie wyjazdy i wracaliśmy z wysokimi porażkami. Do tego doszły problemy finansowe i organizacyjne. Wszystko nawarstwiało się do tego stopnia, że ludzie byli zwyczajnie zmęczeni. Najbardziej odczuwali to ci, którzy pracowali w klubie. Praca w zadłużonej organizacji to ogromne obciążenie psychiczne. Codziennie trzeba myśleć o tym, skąd wziąć pieniądze na transport, pensje dla piłkarzy czy bieżące funkcjonowanie. Jestem przekonany, że wielu ludzi miało już tego po prostu dość. Powstanie nowego klubu dało jednak wszystkim nadzieję na normalność. Oczywiście liczyliśmy na grę wyżej niż w B-klasie, ale nasz plan nie został zaakceptowany przez Związek. Mimo to ludzie poczuli, że wreszcie można patrzeć w przyszłość, zamiast martwić się o przetrwanie. Dziś myślimy o rozwoju i kolejnych awansach. Gdy pod koniec kwietnia zaczynaliśmy tworzyć klub, zastanawialiśmy się, od czego w ogóle zacząć i do kogo się zwrócić o pomoc. Teraz telefon praktycznie nie przestaje dzwonić. Jedni chcą zostać sponsorami, inni oferują wodę, sprzęt czy pomoc organizacyjną. Zgłaszają się także piłkarze. Odpukać, ale atmosfera jest naprawdę świetna. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że wszystko będzie rozwijało się tak dobrze.

Na jakich fundamentach chcecie zbudować nowy GKS Jastrzębie, aby nie powtórzyć błędów z przeszłości?

Naszym marzeniem od początku było budowanie klubu na lokalnej społeczności i lokalnych piłkarzach. Oczywiście konkurencja w regionie jest ogromna. Jest Górnik Zabrze, są GKS Katowice i wiele innych klubów, więc nie jest łatwo przebić się, zaczynając od B-klasy. Jednocześnie nie mamy żadnych kompleksów wobec większych klubów i wierzymy, że konsekwentnie realizując naszą wizję, jesteśmy w stanie stworzyć silny GKS Jastrzębie. Wierzę jednak, że rejon Jastrzębia jest wyjątkowy. Nie patrzymy na cały Górny Śląsk, tylko na naszą lokalną społeczność. Wiele osób utożsamia się właśnie z GKS-em Jastrzębie i na tym chcemy budować przyszłość. To dokładnie na takich fundamentach udało się kiedyś awansować do 1. ligi i osiągać sukcesy w Pucharze Polski dzięki własnym wychowankom. Później, niestety, wraz z sukcesami pojawili się ludzie, którzy patrzyli przede wszystkim na biznes. To naturalne, bo piłka nożna jest dużym biznesem, ale bardzo często kończy się to źle. Pojawia się inwestor lub bogaty sponsor, bierze na siebie klub, sprowadza zawodników, rosną zobowiązania, a gdy się wycofuje, klub zostaje z długami.

Dokładnie tak było u nas. Sponsor odszedł, zobowiązania zostały i klub upadł. Dlatego, bazując na własnych doświadczeniach z pracy w pierwszoligowym GKS-ie Jastrzębie, uważam, że jak najdłużej — a najlepiej na zawsze — powinniśmy zachować swoją tożsamość. Nawet jeśli droga na szczebel centralny potrwa dłużej, chcemy dojść tam po swojemu i na własnych zasadach. W naszym regionie jest wielu utalentowanych zawodników, którzy identyfikują się z klubem. Gdy grają dla swojego miasta, przy rodzinie siedzącej na trybunach, są w stanie wejść na wyższy poziom. Wierzę, że właśnie taki zespół może w przyszłości skutecznie rywalizować z każdym.

Rozumiem. Czyli na początku to właśnie rodzinna atmosfera ma być kluczem do prawidłowego funkcjonowania klubu?

Tak, zdecydowanie. Jak już wcześniej wspominałem, praktycznie wszystkie osoby zaangażowane w projekt są lub były związane z klubem. Wielu z nich kiedyś kibicowało GKS-owi, później wyjechało na studia lub do pracy do większych miast. Dziś zrobili większe lub mniejsze kariery zawodowe i są w stanie poświęcić część swojego czasu, aby pomóc klubowi. Właśnie z takich ludzi zbudowaliśmy zespół organizacyjny. Szczerze mówiąc, jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak to wszystko funkcjonuje. Nie chcę zapeszać, ale gdy pojawia się jakiś problem, praktycznie od razu znajduje się rozwiązanie. Do tej pory nie spotkałem się z sytuacją, żeby ktoś odmówił nam pomocy. Oczywiście nie zawsze da się zrobić dokładnie to, o co prosimy, ale wtedy od razu pojawiają się inne propozycje i alternatywne rozwiązania. To jest dla mnie duże zaskoczenie, zwłaszcza że poprzedni klub pozostawił po sobie sporo negatywnych skojarzeń i wydawało się, że wiele drzwi będzie dla nas zamkniętych. Na szczęście rzeczywistość okazała się zupełnie inna.

Przejdźmy do drużyny. Na jakich zawodnikach chcecie oprzeć odbudowę? Przede wszystkim na wychowankach czy kibice mogą liczyć również na powroty piłkarzy związanych wcześniej z GKS-em?

Tutaj niestety nie mogę powiedzieć zbyt wiele. Po pierwsze, za budowę kadry odpowiada sztab szkoleniowy, a po drugie, nasz social media manager już zwrócił mi uwagę, że w poprzednich rozmowach zdradziłem kilka rzeczy, które miały zostać ogłoszone oficjalnie przez klub. Mamy jednak trudną sytuację, bo bardzo późno rozpoczęliśmy kompletowanie składu. Do samego końca liczyliśmy, że będziemy występować w 5. lidze. Gdyby tak się stało, moglibyśmy oprzeć drużynę głównie na juniorach z akademii.

Rozpoczęcie rozgrywek od B-klasy zmieniło jednak sytuację. Paradoksalnie poziom tej ligi nie jest odpowiedni dla wielu naszych juniorów. To zawodnicy, którzy powinni grać wyżej, żeby się rozwijać. Dlatego musimy uzupełnić kadrę piłkarzami z zewnątrz. Cały czas stawiamy jednak na zawodników z regionu, a zdecydowana większość będzie związana z Jastrzębiem. Jestem przekonany, że to się sprawdzi. Na pewno kibice zobaczą jeden bardzo głośny powrót, o którym wspominałem już wcześniej, ale będzie ich więcej. Chcemy sprowadzać również piłkarzy będących u schyłku kariery, którzy nadal chcą zaangażować się w rozwój GKS-u.

Jakich cech szukacie u bardziej doświadczonych zawodników?

Przede wszystkim chcielibyśmy budować kadrę wokół młodych piłkarzy albo zawodników, którzy zostaną z nami na trzy czy cztery lata. Tak właśnie budowaliśmy zespół, który awansował kiedyś do 1. ligi. Powstał kolektyw, który wspólnie przechodził przez kolejne szczeble rozgrywkowe i wygrywał kolejne ligi.

Teraz chcemy zrobić dokładnie to samo. Oczywiście w każdej rundzie będą pewne zmiany, ale zależy nam na stworzeniu drużyny, która będzie rozwijała się razem i awansowała krok po kroku, bez konieczności przeprowadzania rewolucji kadrowej co sezon. Jednocześnie uważam, że młodzież potrzebuje kilku doświadczonych piłkarzy – najlepiej dwóch lub trzech – od których będzie mogła się uczyć zarówno na boisku, jak i poza nim.

Czyli akademia ma być fundamentem całego projektu?

Tak. Bardzo dobrze współpracujemy z akademią i właśnie taki jest plan. Docelowo chcemy, aby w pierwszym zespole regularnie występowało kilku wychowanków. Już teraz część zawodników z akademii będzie miała okazję pokazać się w pierwszej drużynie. Jeżeli awansujemy do klasy okręgowej, to myślę, że jeszcze więcej juniorów będzie chciało do nas dołączyć i rozwijać się właśnie tutaj. Dziś jednak trzeba spojrzeć na to realistycznie. Jeżeli siedemnastoletni chłopak całe życie trenuje piłkę i znajduje się w najlepszym momencie swojego rozwoju, powinien próbować sił na możliwie najwyższym poziomie.

Przejdźmy do kwestii finansowych. Jak wygląda dziś poszukiwanie partnerów biznesowych? Czy fakt, że GKS odradza się od zera, pomaga w rozmowach ze sponsorami, czy raczej ich odstrasza?

Tym również zajmuje się osobny zespół. Mamy kilka nowych pomysłów, ale nie mogę jeszcze o nich mówić, bo później miałbym problemy w klubie. Mogę natomiast powiedzieć, że rozmowy przebiegają zaskakująco dobrze. Mamy już trzech bardzo ciekawych sponsorów, którzy wkrótce zostaną oficjalnie zaprezentowani przez klub. Nie chciałbym psuć tego efektu, zdradzając szczegóły.

Cały czas czekamy również na decyzję miasta. Otrzymaliśmy zapewnienie, że pomoc nadejdzie, choć wymaga to jeszcze czasu. Liczymy, że stanie się to na przełomie sierpnia i września. Najważniejsze jest jednak to, że nie chcemy powtórzyć błędów przeszłości. Naszym celem nie jest tylko unikanie zadłużenia, ale również odkładanie pieniędzy i budowanie stabilnych finansów. Chcemy funkcjonować bez życia na kredyt i bez ciągłego rolowania zobowiązań. Od początku byliśmy też całkowicie szczerzy wobec piłkarzy. Zaproponowaliśmy im niewielkie wynagrodzenia. Wielu zawodników zgodziło się na takie warunki, choć mogliby zarabiać więcej w innych klubach, nawet z wyższych lig czy pobliskiej klasy okręgowej. Wybrali jednak udział w odbudowie GKS-u Jastrzębie i jestem im za to bardzo wdzięczny. Dzięki temu będziemy mogli na bieżąco regulować wszystkie zobowiązania wobec zawodników. Chcemy zakończyć ten rok finansowy z dodatnim bilansem i taki sam cel stawiamy sobie na kolejne lata.

Wspomniał Pan o współpracy z miastem. Jak dziś wygląda relacja z samorządem? Czy poza udostępnieniem infrastruktury możecie liczyć również na wsparcie finansowe?

Jeśli chodzi o kwestie finansowe, cały czas czekamy. Rozumiem jednak sytuację miasta, ponieważ dotacja na ten rok została już przyznana klubowi, który ostatecznie upadł. To sprawia, że znalezienie dodatkowych środków jest po prostu trudniejsze. Szanuję podejście władz miasta, które starają się znaleźć rozwiązanie i przekazać nam wsparcie jeszcze w tej rundzie. Tak naprawdę nie musiałyby tego robić, dlatego doceniam ich dobrą wolę. Na razie pozostaje nam czekać – otrzymaliśmy informację, że decyzje powinny zapaść do września.

Jeśli natomiast chodzi o infrastrukturę, to jestem naprawdę pod ogromnym wrażeniem. Warunki, jakimi dysponujemy, nie odbiegałyby od wielu klubów pierwszoligowych. Oczywiście są nowocześniejsze stadiony, ale baza, którą mamy w Jastrzębiu, stoi na bardzo wysokim poziomie. Po dokładnym zapoznaniu się z obiektem zobaczyliśmy świetnie przygotowane zaplecze: sprzęt do fizjoterapii i odnowy biologicznej, sauny, balie z zimną wodą, nowoczesne wyposażenie oraz bardzo dobrze utrzymaną murawę. Pracowałem w tym klubie osiem lat temu, gdy awansowaliśmy do pierwszej ligi, i wtedy wiele inwestycji dopiero powstawało. Dziś wszystko jest jeszcze bardziej rozwinięte. Szczerze mówiąc, jestem zaskoczony, że klub występujący w B klasie może korzystać z takich warunków.

Te warunki rzeczywiście odpowiadają poziomowi centralnemu. Chciałem zapytać również o rozgrywki. Czeka was rywalizacja z Odrą Wodzisław. Jak patrzy Pan na takie spotkania? To chyba będzie jeden z hitów ligi.

Już otrzymaliśmy zaproszenie z Komendy Miejskiej Policji i domyślam się, że rozmowy będą dotyczyły właśnie organizacji tego meczu. To duże wyzwanie. Sam koszt zabezpieczenia spotkania dla około dwóch tysięcy kibiców jest bardzo wysoki jak na klub z B klasy. Analizujemy różne rozwiązania. Chcielibyśmy rozegrać ten mecz przy sztucznym oświetleniu, ale na razie jest za wcześnie, by mówić o szczegółach. Odra Wodzisław ma oczywiście większą historię, jeśli chodzi o występy w Ekstraklasie. Uważam jednak, że obecnie organizacyjnie jesteśmy w nieco innym miejscu. Mimo wszystko traktujemy ten klub jako bardzo silną markę i jestem przekonany, że właśnie te mecze będą ozdobą całych rozgrywek. Odra ma już za sobą sezon w B klasie i doskonale zna realia tej ligi. Sportowo na pewno będzie to wymagający rywal. Z perspektywy kibicowskiej cieszę się jednak, że do tego pojedynku dojdzie. To będzie wydarzenie rundy – zarówno mecz u nas, jak i wyjazd do Wodzisławia, o ile kibice gości będą mogli pojawić się na stadionie.

Patrząc na skład tej ligi, można odnieść wrażenie, że niektóre czwartoligowe rozgrywki nie mają tak mocnej obsady. To naprawdę ciekawa rywalizacja. W takim razie zapytam wprost – jaki jest cel na ten sezon? Czy awans jest obowiązkiem?

To trudne pytanie, bo wiele osób podpowiada mi, żeby nie pompować oczekiwań i nie nakładać dodatkowej presji. Muszę jednak odpowiedzieć szczerze – naszym celem jest awans. Najlepiej bezpośredni, ale jeśli uda się go wywalczyć przez baraże, również będziemy zadowoleni. Nie zakładamy jednak innego scenariusza.

Czyli awans jest obowiązkiem?

Tak. Musimy awansować.

Jakie cele stawiacie sobie poza wynikiem sportowym?

Bardzo zależy nam na odbudowie frekwencji. W ostatnich sezonach pierwszej ligi liczba kibiców na stadionie była zdecydowanie zbyt niska. Chcemy to zmienić. Na początku będziemy organizować imprezy niemasowe, czyli z limitem 999 widzów. Naszym celem jest regularne wypełnianie stadionu do tego limitu. Dopiero później będziemy myśleć o organizacji imprez masowych i zwiększaniu pojemności. Pracuje nad tym specjalny zespół. Udało nam się również uzyskać zgodę na sprzedaż karnetów za pośrednictwem kopalni. Mogę już zdradzić, że ich cena wyniesie zaledwie 15 złotych. Wierzę, że dzięki temu uda się odbudować frekwencję.

Myślę, że nawet osoby, które nie będą mogły regularnie chodzić na mecze, kupią taki karnet po prostu po to, żeby wesprzeć klub.

Dokładnie na to liczymy. Takich inicjatyw jest więcej. Do stowarzyszenia należy już blisko 60 osób, które regularnie opłacają składki. To również stanowi ważną część budżetu. Naprawdę nie możemy narzekać na kibiców. Pomagają nam finansowo, organizacyjnie i wspierają nas na każdym kroku. Liczymy, że podobnie będzie z karnetami oraz biletami-cegiełkami. Chcemy, aby stadion regularnie się zapełniał.

Na zakończenie chciałbym zapytać szerzej. Gdzie widzi Pan GKS Jastrzębie za pięć lub dziesięć lat?

Jeśli awansowalibyśmy rok po roku, to już za pięć lat bylibyśmy tam, gdzie chcemy. Oczywiście wszystko zweryfikuje rzeczywistość, ale czasu na odbudowę nie mamy zbyt wiele. Chcemy awansować w każdym kolejnym sezonie, jednocześnie nie zadłużając klubu. Będziemy wzmacniać zespół z każdą rundą. Już dziś wielu zawodników deklaruje chęć dołączenia do nas. Niektórzy zdążyli już związać się z innymi klubami, ale zapowiadają, że wrócą do rozmów zimą. Najważniejsze jest jednak to, aby rozwijać klub odpowiedzialnie – odkładać pieniądze, inwestować i budować stabilne fundamenty. Nie chcę już nigdy sytuacji, w której klub funkcjonuje na deficycie. Chciałbym, żeby był dobrze zarządzanym przedsiębiorstwem, które potrafi generować własne przychody i stale się rozwija.

A co chciałby Pan usłyszeć o GKS-ie za kilka lat? Nie tylko od kibiców klubu, ale ogólnie od ludzi w regionie.

Trudne pytanie, ale chciałbym, żeby mówiono o nas jako o klubie, który nigdy się nie poddaje. Niestety historia potoczyła się tak, że kolejny raz musieliśmy wszystko budować od początku. Chciałbym jednak, żeby właśnie z tego nas zapamiętano – że niezależnie od problemów zawsze potrafimy się podnieść. Ostatnie trzy lata były bardzo trudne, ale wierzę, że najgorsze jest już za nami. Mam nadzieję, że teraz będziemy rozwijać się razem z kibicami i z każdym rokiem stawać się coraz silniejsi. Ktoś kiedyś rzucił hasło „Feniks z popiołów”. Ja powiedziałbym raczej: „Jastrząb z popiołów”. Chciałbym, żeby GKS Jastrzębie kojarzył się z klubem, który nigdy się nie poddaje.

Dziękuję za rozmowę. Trzymam kciuki za powodzenie projektu i awans.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze